PRASA: Nie każdy umie uczyć dzieci z ADHD
Autor: Klara Klinger (Dziennik z dnia 05.12.2008)

Uczeń może chodzić po klasie, krzyczeć i pluć, jedyną radą jest cierpliwość - przekonuje Małgorzata Skowronek, nauczycielka szkoły podstawowej, z którą wywiad przeprowadziła Klara Klinger.

Uczyła pani dzieci z ADHD?

Jak tylko zaczęto mówić o ADHD, przeszliśmy szkolenie. To jednak była tylko teoria. Jedna z rad brzmiała: jak dziecko wpadnie w szał, należy nakryć mu głowę grubym kocem, zatkać uszy i wyprowadzić z sali. Wyobraża sobie pani, żeby ktoś tak zrobił? Zostaliśmy z tym sami i jak sobie ktoś nie radził, to była jego wina. Dlatego koleżanki najchętniej pozbywały się takich dzieci, sugerując nauczanie indywidualne albo szkoły integracyjne.

Trudno uczyć takie dziecko?

Nie wszyscy wiedzą, jak się zachować, kiedy uczeń zaczyna się rozbierać do naga, a wszyscy się śmieją. Albo kiedy jest cisza, a uczeń nagle zaczyna rzucać krzesłem, piórnikiem i wrzeszczeć ordynarne rzeczy, bo coś go zdenerwowało, albo kiedy wstaje i wali kolegę w głowę. Na wycieczkach szkolnych takie dziecko gdzieś znika, w teatrze krzyczy. Nauczyciele nie chcą brać do swoich klas takich dzieci, bo się wstydzą, że wyjdzie na jaw, że nie panują nad klasą.

Jednak niektórzy sobie radzą.

Ja sama wzięłam dziewczynkę, której nikt nie chciał. Jej wychowawczyni powiedziała, że nie radzi sobie z Hanią. Dziewczynka jej przeszkadzała na lekcjach, ale też zaniżała sprawdziany, bo nie potrafiła skoncentrować się na testach. Niby się tego nie porównuje, ale każdy chce wypaść jak najlepiej. Dobrze, że o tym powiedziała, bo większość nauczycieli boi się przyznać do porażki.

Pani sobie poradziła?

To nie było łatwe. Hania chodziła po klasie albo nagle podczas lekcji wstawała i pytała: kto mnie lubi, niech podniesie rękę w górę. Zdarzały się też takie sytuacje: wszyscy rozwiązują zadania, a ona siedzi pod ławką.

Co pani robiła?

Cierpliwie tłumaczyłam. Posadziłam ją obok siebie przy biurku. Wtedy ta dziewczynka mogła mówić, kiedy chciała i nie przeszkadzała już tak bardzo innym. Kładłam nacisk na to, żeby patrzeć jej w oczy, kiedy z nią rozmawiałam. Pozwoliłam jej chodzić po klasie, a innym dzieciom po prostu wytłumaczyłam, że każdy jest inny i dzieci to zrozumiały. Pod koniec trzeciej klasy było widać, że to jest zupełnie inne dziecko. Teraz też mam chłopca, który jest dziki, potrafi rzucić krzesłem, przeklinać, znienacka bije inne dzieci. Jest to o tyle trudne, że żyję w nieustannym hałasie, bo on nie mówi cicho, tylko się drze i cały czas się kłóci.

Bywa pani na granicy wytrzymałości?

Oczywiście, że tak. Jestem tylko człowiekiem, zdarzyło mi się na niego krzyknąć. Ale zdaję sobie sprawę, że to dziecko ma problem i ja jestem po to, żeby mu pomóc.