Co dziesiąty Polak cierpi na dysleksję. Zdaniem prof. Marty Bogdanowicz jest to nie tylko problem społeczny, dotykający średnio troje dzieci w klasie, ale także indywidualny. Nad tym, jak skutecznie pomagać dyslektykom, zastanawiano się na Uniwersytecie Gdańskim podczas I Ogólnopolskiego Zjazdu Nauczycieli Terapeutów – czytamy w tekście Kamili Grzenkowskiej.
Dysleksja to nie choroba, ale zaburzenie uczenia się. Pierwsze objawy można zauważyć już u kilkuletnich dzieci. Są na ogół dobrze rozwinięte intelektualnie, ale mają problem z nauką czytania i pisania. U maluchów dostrzegalny jest opóźniony rozwój mowy. Autorka zaznacza, że w okresie późniejszym pojawia się problem z uczeniem się wierszyków na pamięć, przekręcanie nazw np. pór roku, dni tygodnia czy posiłków. Dzieci długo są oburęczne – nie rozróżniają strony prawej od lewej. Nie lubią rysować, wolno piszą i mają problem ze składaniem zdań.
Z dzieckiem trzeba cały czas pracować – potrzebuje ono pomocy terapeuty i logopedy. Im wcześniej zacznie ćwiczyć, tym większe prawdopodobieństwo, że trudności w nauce zmniejszą się lub w ogóle miną – zaznacza Grzenkowska. W Polsce ciągle panuje przekonanie, że z wiekiem wyrasta się z dysleksji. – To nieprawda – alarmują terapeuci. Zdarza się, że pod wpływem między innymi zmęczenia i stresu powracają zaburzenia u osób już dorosłych. Z wiekiem nawarstwiają się nerwice, a także problemy w życiu prywatnym i zawodowym. |