PRASA: Uczniowie i studenci dyslektycy mogą mieć łatwiejsze życie
Autor: Anna Kolet-Iciek (Dziennik Polski z dnia 01.02.2010)

Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowuje zmiany, które mają pomóc młodym ludziom z dysleksją. Jednak nie wszystkie pomysły podobają się psychologom, a wiele uczelni w ogóle nie dostrzega problemu – czytamy w Dzienniku Polskim.

Anna Kolet-Iciek, autorka artykułu, przywołuje województwa, w których co piąty uczeń przystępujący do egzaminów posiada opinię o zaburzeniach w pisaniu i czytaniu. Jej zdaniem wkrótce ten odsetek może być jeszcze wyższy, bo nieco łatwiej będzie zdobyć stosowną opinię.
Aktualnie uczeń, który chciałby uzyskać opinię o dysleksji musi pojawić się w poradni psychologiczno-pedagogicznej dwa lub trzy razy w ciągu całej edukacji. Od przyszłego roku szkolnego wystarczy, że przyjdzie do poradni tylko raz. Jeśli specjaliści zdiagnozują u niego dysleksję i wystawią mu opinię, będzie ona ważna przez całe życie. Do poradni trzeba będzie się jednak zgłosić najpóźniej w szóstej klasie szkoły podstawowej.  Jak przekonuje Ministerstwo Edukacji, planowana zmiana ma pomóc rodzicom uniknąć wielokrotnego postulowania o wydanie opinii na poszczególnych etapach edukacyjnych.

Tego typu planowane rozwiązania nie podobają się jednak psychologom, którzy obawiają się, że uczniowie zostaną pozbawieni możliwości diagnozy na późniejszym etapie edukacji.
- Nierzadko bywa, że w szkole podstawowej dziecko nie zostaje zdiagnozowane, bo nie każdy nauczyciel potrafi wychwycić istniejące problemy. Często wychodzi to dopiero w gimnazjum - zauważa Małgorzata Mosur, wiceszefowa krakowskiej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej dla Dzieci Dyslektycznych. To jednak nie koniec zmian. Ministerstwo chce również, by diagnozą zaburzeń u dzieci w większym stopniu zajmowali się nauczyciele.
Zdaniem Olgi Pelc-Pękali z Polskiego Towarzystwa Dysleksji nie są oni do tego przygotowani, a błędnie postawiona diagnoza będzie skutkowała tym, że dziecko trafi do nas za późno i trudniej będzie mu pomóc.
Krakowscy specjaliści, zajmujący się problemem dysleksji planują interwencję w Ministerstwie Edukacji - dowiadujemy się z artykułu.

Psycholodzy zwracają jednak uwagę, że planowane zmiany są korzystne m.in. dla studentów. - Skoro raz wydana opinia ma być ważna przez cały okres edukacji, to powinni ją respektować bezwarunkowo również wykładowcy - mówi Pelc-Pękala.
Aż do matury dyslektycy pozostają pod specjalną ochroną. Mogą korzystać z pomocy psychologów w poradniach i dostają pomoc na egzaminach. Mogą je pisać nieco dłużej niż ich zdrowi koledzy, mogą popełniać błędy bez konsekwencji oblania testu. W wyjątkowych przypadkach mogą korzystać z komputera.
Poważny problem pojawia się, gdy dyslektyk idzie na studia. Choć jego problem nie znika, to jednak przestaje być zauważany. Psycholodzy alarmują, że studenci z dysleksją nie są dostrzegani przez szkoły wyższe. Bywa, że ich trudności w studiowaniu są niewłaściwie interpretowane: na jednej z uczelni podejrzewano nawet u takiego studenta upośledzenie - czytamy w artykule.